W środę 28 stycznia gościliśmy w naszej szkole Magdalenę Bryll, absolwentkę animacji łódzkiej Filmówki, która przeprowadziła dla nas warsztaty z animacji poklatkowej. W ramach projektu edukacyjnego „Jestem człowiekiem – mam prawo..." trzy grupy uczniów pracowały nad animacjami pokazującymi sylwetki niezwykłych kobiet, artystek. Wielogodzinne warsztaty zaowocowały króciutkimi animacjami, będącymi zaledwie częścią większego projektu. Opiekunkami projektu są Beata Galuba-Filipp i Maria Łojek – Kurzętkowska.


Przed nami jeszcze wiele godzin mrówczej pracy, ale i wspaniałej zabawy. A na zapleczu sali 107 powstaje małe studio filmowe. Dzięki warsztatom dowiedzieliśmy się, jakie możliwości daje animacja.
Oto wywiad z Magdaleną Bryll, zresztą córką znanego poety Ernesta Brylla, który przeprowadziła dla Was Marika Bunar z II d:
Redaktorka: Co sprawiło, że zainteresowała się Pani animacją?
Magdalena Bryll: Dokładnie takie warsztaty... Miałam 15 lat, gdy przyjaciel mojego taty, zabrał mnie wraz z jego wnuczką na wakacje do Legnicy dokładnie na takie warsztaty. Tym przyjacielem jest Witold Giersz, czyli słynny animator. Opowiadali nam o animacji, puszczali filmy, była tam cała masa profesjonalnych twórców. Nagle okazało się, że rysunek może się ruszać...
R: Jaką funkcję pełniła Pani przy tworzeniu animacji ''Piotruś i wilk?" (film zdobył Oskara w 2007 r.
w kategorii Najlepszy Krótkometrażowy Film Animowany ).
M: Byłam asystentem planu, miałam dużo obowiązków,

 

 

 

 włącznie z robieniem backupów, pilnowałam, czy jest komputer, czy jest animator, bo czasami trzeba było za nimi ganiać. W pewnym momencie animowałam także postaci w tle. Jest jedna scena, w której na pierwszym planie pojawia się Piotruś,a gdzieś daleko daleko czai się na niego kot, i właśnie tego kota animowałam ja.

R: Ile zajęło ekipie tworzenie tej animacji?
M: Cała animacja trwała około roku, wcześniej trzeba było zbudować scenografię oraz przygotować montaż. Zaczęliśmy go kręcić na początku 2006 roku, tuż po zbudowaniu dekoracji, zapisaniu scenariusza i stworzeniu lalek, więc to jeszcze był rok albo nawet dwa. W 2007 skończyliśmy.
R: Spodziewała się Pani, że ta animacja osiągnie taki sukces?
M: Uważaliśmy, że jest to bardzo dobra animacja, że scenariusz jest dobry, reżyserka jest dobra, to był pierwszy tak duży film lalkowy w Polsce od dawnego czasu, bardzo nas to wszystkich podbudowało. Gdy dowiedzieliśmy się o nominacji, wszyscy byli bardzo podekscytowani, siedzieliśmy tej nocy w pubie i próbowaliśmy jakoś złapać transmisje, lecz oglądaliśmy ja z opóźnieniem 20 sekundowym, wiec dowiedzieliśmy się po wszystkich.
R: Czy do Pani hobby należy robienie rysunków do książek?
M: Chciałam być ilustratorką książek, jednak udało mi się tylko zrobić ilustracje do dwóch czy trzech książek taty.
R: Skończyła Pani Szkolę Filmową w Łodzi, uważa ją Pani za dobrą, godną polecenia?
M: Tak poleciłabym, ponieważ jestem zadowolona. Jest to dobra szkoła filmowa na skalę światową,
w szczególności mają bardzo dobrą operatorkę oraz reżyseria jest całkiem porządnym kierunkiem. Natomiast animacja robi się coraz lepsza, ponieważ jest bardzo młodym kierunkiem. Przede wszystkim, jak się idzie do tej szkoły to to, czego się człowiek nauczy od profesorów to jedno, a to, co człowiek sam wykona, to drugie. Cały czas odkrywa się ten świat i ci ludzie, z którymi studiujecie , są to przyszli reżyserzy, animatorzy, producenci i i to właśnie z nimi będziecie potem pracować. Będąc tam od razu wchodzisz w ten świat i wiesz, kto z czego jest dobry i na kim możesz polegać. Dzięki temu później łatwiej jest zebrać ekipę.
R: Czyli Pani także utrzymuje taki kontakt?
M: Tak, tak, my wszyscy się znamy, jednak zależnie od projektu: raz pracuję z taką osobą, raz z inną, chodzi o to, żeby dobrać dobrych ludzi do odpowiedniej pracy.
R: Bardzo dziękuję za wywiad i warsztaty. Wiele się nauczyliśmy.