Szanowni Kandydaci!!!

 

Od dnia 26 czerwca do dnia 10 lipca składanie kopii świadectw w godzinach 10.00-15.00

(zgodnie z terminem systemu Nabór Pomorze).

 

Uprzejmie prosimy o zachowanie obowiązujących procedur bezpieczeństwa związanych z koniecznością zapobiegania rozprzestrzeniania się koronawirusa.

 

18 września wraz z naszymi znajomymi z wymiany niemieckiej odwiedziliśmy Muzeum Stutthof w Sztutowie, utworzone staraniem byłych więźniów nazistowskiego obozu koncentracyjnego. Zarówno dla nas, jak  dla naszych gości - młodych Niemców, było to  ogromne przeżycie. Trudno opisać to, co czuliśmy, chodząc po ziemi, na której zostało zabitych tyle niewinnych  istot ludzkich.

 

 

Skala okrucieństwa w tego typu obozach była tak wielka, że nie można uwierzyć, jak człowiek może zrobić coś takiego swojemu bliźniemu. Zwiedzając obóz, dowiadywaliśmy się strasznych rzeczy o bytowaniu, cierpieniu i śmierci setek tysięcy ludzi.

 

Wszyscy więźniów musieli żyć w naprawdę nieludzkich warunkach. Najwięcej więźniów umierało tam z głodu. Początkowo nawet jeden bochenek chleba dzielono na około 20 osób.  Po kilku latach istnienia obozu ustalono normę 1kg chleba na 8 więźniów, a do tego bardzo cienką warstwę margaryny, kawę zbożową na wodzie i 3 litry zupy na dzień, przy czym ”zupą” nazywano wywar z brukwi i buraków, w której od czasu do czasu znalazły się kawałki ziemniaków. Zazwyczaj i tak to co było w miarę zdatne do jedzenia było zabierane przez silniejszych przez co słabsi jeszcze szybciej umierali.Każdy w obozie dostawał jeden komplet ubrań. W pierwszych latach nie wydawano więźniom ubrań i musieli oni chodzić przez cały czas w tym, w czym zostali schwytani.Każdy miał na ubraniach oznaczenie swojej narodowości.Wszystkim, którzy przybywali do Stutthofu zabierano buty i w zamian dawano drewniane, niewygodne i niedopasowane chodaki. Te należące do więźniów  składowano w jednym miejscu. W czasie naszej wizyty w obozie mieliśmy okazję obejrzeć  barak z tymi butami i co w nim było najbardziej przerażające, to sterty małych bucików, należących niewątpliwie do dzieci.Czas na mycie więźniowie mieli zawsze ograniczony, a woda leciała tak wolno, że nawet nie można było jej nabrać do rąk. Woda podobno nie była zimna, ale okropnie lodowata. Za wszelkiego rodzaju nieposłuszeństwa lub próby ucieczki więźniowie byli zawsze karani. Zazwyczaj poprzez kary cielesne (tj. „kozioł” –  na którym chłosty wykonywane były na miejsca intymne więźniów) albo zostawali skazani na śmierć - egzekucja odbywała się poprzez rozstrzelanie lub powieszenie. Wracaliśmy do domu głęboko poruszeni tym, co zobaczyliśmy.

Agata Matysiewicz, Natalia Król, Patrycja Damasiewicz ID